czwartek, 10 lipca 2014

002. "Mint Princess"

Nie wiedziałam co się dzieje. Bałam się. Zobaczyłam zbliżającą się w moim, a raczej naszym kierunku postać. Wysoki, smukły chłopak zaczął tu biec. Nie wiedziałam kto to jest, było zbyt ciemno, ale przypominał mi znajomą osobę. Dawida. Wątpię że to był on, bo w końcu mnie nienawidzi, najchętniej omijałby mnie szerokim łukiem, zresztą ja jego też, więc problemu jakoś w tym zbytnio nie ma.
-Uciekaj stąd! - Krzyknął zachrypłym głosem odciągając ode mnie mężczyzn. Przez chwilę stałam wpatrzona w niego dosyć dziwnie, udało mi się poznać, że to jednak Dawid, więc byłam tymbardziej zdziwiona, ale posłuchałam go i uciekłam z miejsca zdarzenia. Kto wie, czy gdyby nie przyszedł później mnie by już nie było. Dobra, nie będę się nad tym zastanawiać, po prostu wrócę do domu.
Moja mama gdy wróciłam już spała, więc po cichu wdrapałam się zmęczona na schody prowadzące do mojego pokoju. Zrzuciłam z siebie ubrania, i założyłam moją fioletową piżamę z Justinem Bieberem na koszulce. Dostałam ją bardzo dawno temu od Karoliny, to niby nie miała być piżama, ale trochę ją przerobiłam i pasowała na noc jak ulał. Za samym JB jakoś specjalnie nie przepadałam, ale nic do niego nie miałam. Rzuciłam się na łóżko, byłam bardzo zmęczona, więc od razu usnęłam. Miałam jakieś dziwne sny, jakaś babka zaczęła gadać o tym że życzy mi szczęśliwego związku, szerokiej drogi, a ja stałam z walizką, czekając na kogoś. Bynajmniej tak podejrzewałam, bo gdy podjechało czarne BMW ze skórzanymi siedzeniami, i szyberdachem (?) od razu podeszłam szybkim krokiem do auta. Nie zdążyłam zauważyć kto w nim był, gdyż momentalnie się obudziłam. Może to trochę niepojęte, ale wydawało mi się że w tym samochodzie może być Dawid. Mimo że się nienawidzimy po protu miałam takie przeczucie. Dziwna sprawa. Obudziłam się, była to pora obiadowa, udało mi się to dostrzec po słońcu które było już dosyć wysoko. Spojrzałam na zegarek. 15. Nie możliwe że aż tak długo spałam, nigdy mi się to nie zdarzyło. Szczerze to nawet nie wiem o której udało mi się wrócić do domu, bo jakoś specjalnie mnie to wtedy nie obchodziło, byłam mocno wystraszona, więc od razu poszłam się położyć. Zrzuciłam swoje cztery litery z zawsze wygodnego i pomocnego łóżka, szukając telefonu w bałaganie ubrań, śmieci i innych organizmów których naukowcy jeszcze nie odkryli. Mimo słabego wzroku spowodowanego tym że dopiero się obudziłam, zdążyłam zauważyć że dostałam wiadomość. Numer był zastrzeżony, więc raczej nie dowiem się kto to był, ale wiadomość była treści która bardzo mnie wystraszyła:

"Wczoraj udało Ci się uciec, ale następnym razem
to już pomocy nie oczekuj. Zobaczysz, że w końcu
Cię zniszczymy, szykuj już sobie nagrobek, bo tego
co Twój były kochaś zrobił TOBIE nie darujemy.
Uważaj na siebie, miętowa królewno :* "

Byłam tak potwornie wystraszona że momentalnie zbladłam na twarzy i ponownie położyłam się do łóżka. Nie dość, że bolała mnie głowa jak nie wiem (kac morderca nie ma serca), to do tego ta wiadomość. Już wiem kim jest, a raczej są nadawcy sms'a. Po jakiejś godzinie dopiero wylęgłam się, ubrałam dres i biały crop-top, włosy zaczesałam w luźnego koka i zeszłam na dół żeby coś zjeść. Mojej mamy nie było, była w pracy. Zapomniałam że jest poniedziałek, a ona pracuje, więc wiadome było to że nie ma jej w domu. Zjadłam jajecznicę, napiłam się soku i usiadłam przed telewizorem. Leciała jakaś hiszpańska telenowela, nie przypadła mi do gustu, więc przełączyłam kanał. Trudne sprawy. Taki głupi serial, ale taki wciągający, zawsze jak się nudzę to go oglądam. Oglądając polsat i zajadając się lays'ami usłyszałam donośne pukanie do drzwi, wypuściłam powietrze i powoli wylągłam się z kanapy. Spoglądając przez wizjer nikogo nie zobaczyłam, więc powoli uchyliłam drzwi. Na wycieraczce leżała jakaś koperta. Podniosłam ją i odruchowo zamknęłam drzwi. Nie ukrywam tego, że bałam się ją otworzyć, nie wiedziałam co tam jest. Mógł być list, a w najgorszym wypadku jakaś bomba, co jeśli zaraz mój dom wyleci w powietrze? Dziwne było to, że zaczęłam śmiać się sama z siebie, bo było nieco dziwne to że tak po prostu zaczęłam sobie żartować, niż za przeproszeniem srać w gacie, jak robiłam to przed chwilą. Otworzyłam kopertę i zobaczyłam w niej małą żółtą kartkę w linie. Była poskładana na parę części, więc sprawnie udało mi się ją rozłożyć. Pismo było takie dziwne. Literki miałe ostre zakończenia, i wyglądało to jakby wiadomość była pisana przed chwilą na kolanie. Zaczęłam czytać.

"Jeżeli myślisz że robimy sobie z Ciebie żarty to grubo się mylisz.
A przy okazji, fajną masz piżamę, ale ten pedał Bieber wszystko psuje.
Twój książę łodyga może teraz Cię uratował, ale jak następnym razem Cię
dorwiemy, to już nie będzie czego zbierać. Mamy znajomości w policji, nic nam się nie stanie,
ale Ty oberwiesz, zapłacisz srogo za to, co się stało."

Mimo tego że w sumie bałam się teraz wszystkiego, każdego podmuchu wiatru, stuknięcia, lub dźwięku w telewizorze, zaintrygowało mnie to co zrobił Michał, że teraz Ci kolesie męczą mnie, i niedługo mogę już być w innym świecie. Na razie postanowiłam że nikomu nie będę mówić o tym co się teraz dzieje, przeczekam to. Cała roztrzęsiona usiadłam do laptopa, było dużo postów na fejsie że osiemnastka udana, zdjęcia itp, itd. Zobaczyłam też jedno dodatkowe zaproszenie. Na avatarze znajoma twarz... To Daniel! Deny! O, ładne ma nazwisko. Karasiov. Takie słodkie. Potwierdziłam je przy tym się uśmiechając. Usłyszałam przekręcanie klucza w drzwiach. Na początku się wystraszyłam, ale gdy usłyszałam czułe -Już jestem! - od mamy, od razu się uspokoiłam. Zjadłyśmy wspólnie grzanki, których nie jadłam od niepamiętnych czasów, oglądając przy tym telewizje. Dzisiejszy dzień całkowicie spędziłam nudząc się, oprócz nieprzyjemnych wiadomości.. Boję się, mam nadzieję że to jednak zły sen..




_________________________________________________________

No to mamy drugi rozdział!
Bloga mam dopiero jeden dzień, a już zbliżamy się do 150 wyświetleń, pewnie połowa to moje, ale trzeba się cieszyć mimo tego!
Rozdziały teraz będą regularnie, już ja się o to postaram! <3

środa, 9 lipca 2014

001. "sweet" eighteen

10:23, pogoda nie dopisywała akurat tego dnia. Dnia, który miał być najpiękniejszy. 28 Czerwiec, moje urodziny. 18 urodziny. Wiecie, impreza, takie sprawy, balanga, procenty, najlepsi ludzie. Mimo tego że padał deszcz, i wiał duży wiatr uśmiech nie znikał mi z twarzy. Uznałam że nie mogę być smutna, nie dzisiaj. Wylęgłam się powoli z łóżka (były wakacje, nie szkoła) i zeszłam powoli na dół. Tam czekała na mnie mama z Karoliną, z uśmiechami od ucha do ucha.
-Wszystkiego najlepszego! -Krzyknęły równym tonem i przytuliły mnie tak, że zabrakło mi powietrza.
-Dziękuję, to miłe. - Nie wiedziałam za bardzo co odpowiedzieć, czułam się dziwnie, miło, ale dziwnie. Moja sweet eighteen miała odbyć się w klubie "Medyk" w Warszawie. Zaprosiłam paręnaście osób które były mi bliskie, i pozwoliłam zabrać im osoby towarzyszące.Niby zajęcie trochę ryzykowne, bo nie wiadomo kogo mogą przyprowadzić, ale do odważnych świat należy. Od mamy dostałam czekoladę z okienkiem, moją ulubioną, mniam! Oprócz tego koszulkę, o którą błagałam ją tyle czasu. Nie przelewało nam się, jeżeli chodzi o pieniądze, a moja osiemnastka w klubie, to też nie mały wydatek. Od Karoliny dostałam świetną bransoletkę, i arizonę. Nie przepadałam za napojem, ale wiem że Karolina bardzo chciała mi to kupić, uważała że świetnie to wygląda, itp. Dziwnie mówić o napoju że świetnie się prezentuje, ale okej.
-Karix, chodź ze mną, nie wiem w co się ubrać, pomóż mi. - Pociągnęłam ją za sobą do mojego pokoju, otworzyłam moją wielką szafę, i zaczęłam szperać w ubraniach. W sumie ubrań dużo nie miałam, nie wiem po co mi taka wielka szafa, a w sumie jak kiedyś wygram w totolotka i będę miała miliard ubrań to gdzie je pomieszczę w takiej małej szafie? Trzeba mieć dużą, żeby się zmieściły, no co, hahaha.
-O, to będzie idealne! -Wyjęłam pastelowo miętową sukienkę mini (kolor taki jak w normalnej puszce arizony,dziwne porównanie) i pokazałam przyjaciółce.
-Ale ładna! Przy Tobie będę wyglądała szaro z moją czarną sukienką z Zary..
-A tam, nie prawda!
-Prawda..
Uznałam że nie ma sensu się z nią przekomarzać, bo nigdy nie wyszłybyśmy z domu. Dobrałam do mojego stroju odpowiednie dodatki, i odstawiłam na bok, impreza zaczyna się o 18, po co od razu się przebierać, jeszcze to pobrudzę, wtedy to ja kompletnie nie będę miała w co się ubrać.
-Dobra, misiek, ja lecę, trzymajta się, do 18! -Krzyknęła moja przyjaciółka wychodząc z pokoju. Uznałam że nie chce mi się za nią iść, ogarnę na chwilę facebooka,sprzątnę w pokoju, zjem obiad, i zacznę powoli się szykować, bo z moim zapłonem to muszę szykować się z trzygodzinnym wyprzedzeniem, bo nigdzie nie zdążę. Weszłam na facebooka, jak zwykle spam, pełno życzeń, tacy kochani znajomi, hehe. Nie chciało mi się za bardzo spoglądać w ekran w moim najlepszym dniu życia, więc zamknęłam laptopa i ubrałam jakiś domowy dres. Napisałam smsa do wszystkich którzy mieli bhyć na imprezie z przypomnieniem, że to już dzisiaj, w odpowiedziach dostałam życzenia, uśmiechy, szkoda że tylko w jednym dniu wszyscy są tacy mili..

***
Dochodziła osiemnasta, ja cała wystrojona wyszłam z domu, na szczęście przestało padać, ale pogoda nadal zbyt ładna nie była, chmury, mgła, zimno, ale co to dla mnie? Dotarłam pod klub, wszyscy byli już w środku, weszłam, a moim oczom ukazało się kilkadziesiąt znanych mi już twarzy.
-Wszystkiego najlepszego! -Krzyknęli jednogłośnie, podchodzili, składali osobno życzenia, uśmiechali się, dawali mi prezenty, bardzo mili. Uznałam że moje osiemnaste urodziny mają być szalone, więc wzięłam pierwszego lepszego chłopaka do tańca i zaczęłam wywijać z nim w rytm piosenki, ale co tam, jak się bawić, to się bawić. Moje koleżanki też zaczęły się rozluźniać, więc w końcu wszyscy bawili się, śpiewali na jednym parkiecie. Moją szczególną uwagę przykuł chłopak, który bawił się z większością dziewczyn, nie wszystkie były mi znane, więc chyba nie były na moich urodzinach. Z tego co wiem chłopak miał na imię Dawid, miał osiemnaście lat i był kuzynem Marysi, mojej zaufanej koleżanki. Nie przepadałam za nim, kiedyś zdarzyło mi się z nim porozmawiać, udało mi się dostrzec że jest zapatrzony w siebie. Byłam już trochę podpita, a po alkoholu jestem trochę zbyt szczera, dlatego podeszłam do tego... Dawida, o.
-Stary, ja rozumiem że wymagający jesteś jeśli chodzi o dziewczyny, ale powinieneś bawić się też z nami, a nie z jakimiś czy tancerkami na moich urodzinach.
-O, to Ty masz urodziny? Nie wiedziałem, przyszedłem tu bo kuzynka mnie zaprosiła, widzisz jakiś problem? - O nie, na to sobie nie będę pozwalać.
-Ty jesteś tym problemem..
-Powiadają, że z problemami najlepiej się przespać..
-Wieczorynka się skończyła, żegnam Pana, do widzenia.
Tak dziwnie wyganiać mi kogoś z moich urodzin, ale w końcu za niego zapłaciłam, bez jaj. Takich gówien jak on wpuszczać w swoje progi nie będę, co to to nie. Przez tego chłopaka totalnie zwaliłam sobie humor, a już było tak dobrze. Uznałam że zabaluję i nie będę się totalnie przejmować. Zaczęłam tańczyć z Karoliną, wywijałyśmy biodrami na zmianę do przodu, do tyłu, na boki. Wszyscy byli zmęczeni, ale my sobie nie odpuszczałyśmy, wyglądałyśmy już koszmarnie, Nasze fryzury były na skraju wytrzymania, ale widocznie chłopakom się podobało, bo stali wpatrzeni w Nas jak w obrazki. Po pewnym czasie zaczęło mnie mulić, więc postanowiłam usiąść. Dosiadł się do mnie chłopak. Rudy, hihi. Był spoko, fajnie ubrany, ale jakoś zbytnio go nie kojarzyłam, pewnie przyszedł z jakąś z moich koleżanek, taki chłopak nie mógł być wolny. Hahahah.
-Hej, wszystko w porządku? Blado wyglądasz. - Mimo tego że mnie nie znał, a ja jego, wydawał się być opiekuńczy.
-Tak, zmęczyłam się troszkę.
-No właśnie widzę. Daniel jestem, mów mi Deny. Wszystkiego najlepszego,Sylwia! - Uśmiechnął się od ucha do ucha, miał fajny uśmiech, taki miły.
-Okej, Deny.. Dziękuję.
-Widzę że za bardzo się nie polubiłaś z Dawidem, wyszedł z klubu nabuzowany, widocznie Ty tak na niego kojąco działasz. - Chłopak miał taki wyraz twarzy jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem na cały klub, ale ja nie dawałam za wygraną, cały czas miałam grobową minę, nie byłam z tych, co śmieją się jak głupie i machają przed nieznanymi chłopakami. Chciałam udawać poważną, ale on chyba wykrył to moje udawanie.
-To kojąco to niezły sarkazm, prawie uwierzyłam.
-A żebyś się nie zdziwiła, on lubi takie panny jak Ty.
-A ja bym powiedziała że nienawidzi.
-Znam go lepiej niż samego siebie, uwierz mi.
-Nie uwierzę, wybacz, nie dla mnie takie bajeczki. - Daniel mimo tego że był bardzo miły zaczął działać mi na nerwy, nie wierzyłam mu praktycznie w żadne słowo, aż taka łatwowierna nie jestem. Kogo ja oszukuję, ja nikomu praktycznie nie wierzę. Po pewnej sprawie nie, kiedyś wierzyłam wszystkim, dobrze na tym nie wyszłam. Wolałabym tego nie powtarzać. Nie w tym życiu, w następnym zresztą też. Po prostu pewna osoba zrobiła coś, przez co teraz mam nie miłe wspomnienia. Ale dobra, było, minęło. Nie wracajmy do przeszłości. Trochę się zamyśliłam, zagadałam z chłopakiem, że nie zauważyłam że dochodziła już 3 w nocy. Uznałam że koniec imprezy, widziałam że wszyscy byli padnięci, ja też. Pożegnaliśmy się wszyscy, ja jednak wróciłam do domu. Wracając zaczepili mnie jacyś pijani faceci. Jeden był wysoki i chudy, drugi zaś niski i przy kości. Jeden z nich popchnął mnie i przytknął do murka, drugi zaś trzymał mi usta, abym nie krzyczała.
-No to teraz nauczymy Cię, aby nie wracać samej do domu o tej godzinie. Teraz jesteś Nasza.


Rozdział do kitu, ale wena mi nie dopisuje, uznałam że chcę w końcu coś robić.
Mój cel:
Dobić do 1000 wyświetleń w wakacje, i do 50 obserwatorów, życzcie powodzenia!

Pozdrawiam szczególnie:
Kasię Nowak, Weronikę Wiktorię Urbacz,Zuzię Ciupider, Hanię Tomczyk, Darię Mikołajewską, Liwię Małyszek, Klaudię Cieślak, Sylwię Mosiejko, Nicolę Jurewicz, Sarę Kostecką, Patrycję Klarę Kiljańską, Paulinę Pielak, Tosię Prządkę, Ewelinę Dośpiał, Weronikę Błachowiak, Kasię Szkopińską, Karolinę Chochorowską, Klaudię Olszak, Natalię Kobiałkę, oraz Patrycję Sobierajską <3